Sprzątanie było mozolne, ale jakoś poszło… „Majstry” wrócili
na drugi dzień. Okazało się że dzień wcześniej przygotowali sobie nieco teren
pod położenie płyt gipsowych. Coś podłubali jeszcze, i zabrali się do
wiercenia. W międzyczasie znów trochę napaskudzili. Pomyślałem sobie, że ten
bałagan będzie trwał wiecznie. Znów trzeba będzie wszystko czyścić: zmiatać,
ścierać podłogi, odkurzać, wycierać kurze… Chwilami czułem się w mieszkaniu,
jak w piaskownicy! Po przeszło godzinie, powiedzieli że tak musi wszystko przez
jakiś czas pozostać. I poszli… Po kwadransie dało się usłyszeć z łazienki
pluskot cieknącej wody. Okazało się że woda z sufitu leci mi wprost do
umywalki! „Co za wodotryski” – pomyślałem…? Poszedłem do sąsiada z góry, by
zapytać czy to On mi nie zafundował jakiejś niespodzianki… Sąsiad odpowiedział,
że sprzątał mieszkanie – odkurzał, zmywał podłogi, ścierał blaty i podłogi,
wyczyścił urządzenia sanitarne, wyczyścił lodówkę i kuchnię… Takie – ogólne
porządki. Trochę się przy tym pobrudził, to umył sobie właśnie ręce… No i
okazało się – o zgrozo!!! Że to co z kranu sąsiad puścił w kanał, to wyleciało
u mnie i – szczęście w nieszczęściu –z sufitu poleciało do mojej umywalki! Ot –
taki „tranzyt”! A działo się tak dlatego, bo „fachowcy” którzy u mnie wiercili,
zrobili trzy dziury w odpływie u sąsiada! Ponieważ woda lecąca z sufitu do
umywalki jednak trochę napryskała, to skutkiem tego było zrobienie się
„błotka”, kiedy wymieszała się z tym wszystkim co spadło na posadzkę po
wierceniu. Pomimo tego wszystkiego, w mieszkaniu trzeba przecież jakoś
egzystować – bo w takich warunkach mieszkać się przecież nie da! Trzeba jakoś
zabezpieczyć te dziury – a później znowu:
•Odkurzanie podłóg,
•Mycie podłóg
•Mycie i polerowanie armatury
•Mycie i dezynfekcja toalety/ bidetu /
•Mycie umywalek/wanny/kabiny prysznicowej
•Odkurzanie
•Mycie podłóg
•Wytarcie kurzy ze wszystkich powierzchni
•Umycie blatów/stołów/lad kuchennych
•Odkurzanie podłogi, dywanów, wykładzin
•Odkurzanie i mycie schodów
Itp., itd…
(cdn)