piątek, 14 listopada 2014

Studenckie spółdzielnie

W minioną niedzielę korzystając ze słonecznej pogody, wraz z moimi najbliższymi udałam się do mojej rodzinnej miejscowości z zamiarem odwiedzenia mniej uczęszczanych cmentarzy. Pora ku tego rodzajom spaceru odpowiednia i na czasie pamięci o zmarłych. Na starym przedwojennym cmentarzu spotkałam mojego znajomego jeszcze z lat dzieciństwa. Mieliśmy op czym rozmawiać, ale jakoś temat zszedł na sprzątanie, ów znajomy, którego dalej będę nazywała Jegomościem opowiedział mi swoją historię z lat młodzieńczych, kiedy był jeszcze studentem w Łodzi we wczesnych latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Należał wówczas do studenckiej spółdzielni pracy, która zajmowała się sprzątaniem, a najbardziej specjalizowała się w myciu wielkich powierzchni zewnętrznych dużych biurowców. Wiadomo, że w tamtych czasach były to głównie powierzchnie z wszelkiej maści luxfer i szkła zbrojonego. Najtańszą i najbardziej skuteczną metodą mycia niedostępnych zewnętrznych powierzchni, było spuszczanie na linach sprzątacza - alpinistę, do których zaliczał się również w tamtych czasach mój znajomy jegomość. Forma mycia powierzchni zewnętrznych opisanych tą metodą była i jest wciąż aktualna, atrakcyjna i najbardziej opłacalna. Kiedy mężczyźni podejmowali się tych trudnych wyzwań, Jegomość przypomniał, że studentki też miały odpowiedzialne zajęcia takie, jak: odkurzanie podłóg, mycie podłóg , wytarcie kurzy z mebli, półek, grzejników, parapetów, czyszczenie zewnętrzne lamp/elementów oświetlenia - chociaż te wyższe lampy myli mężczyźni, a kobiety wykonywały mycie szafek,mebli z zewnątrz, mycie luster i powierzchni szklanych czy mycie i polerowanie armatur. Mycie zewnętrzne dużych powierzchni na znacznych wysokościach byłoby znacznie kosztowniejsze przy użyciu specjalistycznych dźwigów, a nie do każdego drapacza chmur sięgnie każdy dźwig. Obecnie, jak podkreśla Jegomość, do zagadnień mycia tychże wysokich zewnętrznych powierzchni, już na etapie budowy wieżowców buduje się technologiczne otwory okienne, na dachach montuje się na trwale uchwyty do kołowrotów, po których na linach spuszczają się wytrawni alpiniści - sprzątacze. Praca tego typu jest wyłącznie dedykowana dla wąskiej grupy młodych i odważnych ludzi, którzy w ten sposób zarabiają na rzeczywiste wysokogórskie wyprawy alpinistyczne. I tak miło skończyliśmy to krótkie spotkanie.