poniedziałek, 3 listopada 2014

Kibicujemy.

Witam serdecznie, drogich blogerów, minął weekend, miało być pięknie, żadnej pracy tylko synek, ja i piłka nożna. Już w piątek wieczorem przestudiowaliśmy program telewizyjny.  Bardzo ciekawie zapowiadała się sobota, sporządziliśmy notatki:
·         liga niemiecka – Bayer Monachium : Borussia Dortmund,    
·         liga hiszpańska – Barcelona : Celta Vigo,
·         liga angielska – Newcastle United : Liverpool.

Nadeszła sobota, męski dzień. Rozsiedliśmy się z Tomkiem przed telewizorem. Na pierwszy rzut „wyspiarze”. Wychodzą piłkarze na boisko, my zacieramy ręce. Wraz z pierwszym gwizdkiem do pokoju wchodzi nasz domowy selekcjoner czyli Małżonka. I od progu z uśmiechem na ustach zwraca się do mnie, Kochanie mam tyle sprzątania, pomożesz mi?. Byłem oczywiście przeszczęśliwy. Propozycja nie do odrzucenia. Pytam się, co mam zrobić? To był błąd, zaczęła się litania: ja, mówi, muszę umyć zmywarkę z zewnątrz, umyć lodówkę i naczynia. Ty jak masz czas to umyj wannę i toaletę i jak znajdziesz chwilkę to zamieć i umyj schody. Byłem w siódmym niebie, roboty na całą pierwszą połowę. Jedyny plus, że syn oglądał mecz a ja słuchałem przez ścianę niczym radio. Biorę te wszystkie detergenty i ściereczki i ruszam niczym Lewandowski na boisku sprintem z myciem wanny a tu nagle gwizdek w głowie, jeszcze dezynfekcja i polerowanie armatury. Ok. zrobione teraz jak rasowy napastnik biegiem po miotłę i na klatkę schodową, zrobione. Była 43 minuta meczu. Przerwa mogę zrobić sobie kawę. Moja Żona jeszcze myła blaty i fronty szafek, więc byłem wspaniałomyślny i jej też przygotowałem kawkę z mlekiem.
Druga połowa, gwizdek, zaczynają, myślę teraz sobie popatrzę. Jak ja się myliłem, po raz drugi mój domowy trener wszedł i zaproponował: Wiesz pomyślałam, może zdjąłbyś firanki, to umyję okna i ramy? Co miałem zrobić, albo się zgodzę i obejrzę, chociaż drugi mecz Bayern konta Borussia, albo odmówię i żona zrobi focha i nic już się nie da obejrzeć. Wybrałem mniejsze zło odpuściłem ten mecz i pomogłem w sprzątaniu naszego domowego boiska. W doliczonym czasie meczu, dostałem jeszcze jedno polecenie, chodziło o opróżnienie kosza na śmieci. W tym momencie nastąpiła zmiana zawodnika i ze śmieciami wyszedł mój syn.
A już starzy ludzie mówią: Człowiek myśli a Pan Bóg kryśli. Mimo utraty możliwości obejrzenia pierwszego z zaplanowanych meczy, to był udany weekend kibica.