Od półtora tygodnia jestem w
biegu. Do dziś nie miałam czasu zająć się posprzątaniem swojej sypialni.
Wieczorem przychodzą goście, więc trzeba wziąć się do pracy. Narzeczonego
proszę o pomoc w myciu okien, parapetów i grzejników. Na szczęście nie kręcił
nosem, tylko od razu wziął się do pracy. Sama przecieram ogromne lustra
wbudowane w szafę. Następnie ściągam pościel i nastawiam pranie. Zaczynam
również przecierać kurze - czego najbardziej nie lubię. Odkurzam i myje podłogę
pod łóżkiem. Przychodzi moment na czyszczenie lamp - to jest też etap, którego
staram się unikać, ale trzeba kiedyś do tego podejść. Biorę ściereczkę i starannie wycieram każdy
element żyrandola. Po skończeniu czyszczeniu lamp, rozpoczynam składanie ubrań,
które są porozrzucane niemalże po całej sypialni. Grzesiek po skończeniu swojej
pracy, opróżnia kosz na śmieci, który po brzegi zapełniony jest papierkami po
słodyczach – on to jest prawdziwym łasuchem! Ja w międzyczasie przecieram z
kurzu nasze wspólne zdjęcia. Następnie kontynuuję odkurzanie podłóg i swojego
ulubionego, wrzosowego dywaniku. Ostatnio kupiłam płyn do mycia podłóg, który
ma cudowny zapach i utrzymuje się długo jeszcze po umyciu, więc kończąc
odkurzanie zaczynam myć podłogę. Po generalnym sprzątaniu sypialni, biegnę do
kuchni przygotować coś na kolację, bo zaraz przyjdą goście!