Na zegarku wybija godzina szósta. Czas chwycić za detergenty,
ściereczki i do pracy. Wchodzę do przebieralni, ledwo widząc na oczy. Ta noc
była koszmarna. Oliwka budziła się co godzinę z okropnymi kolkami. Nie tracąc
czasu rozpoczęłam wycieranie szafek z kurzu i brudu. Jedna, druga i tak
kolejna. Następną rzeczą było wycieranie grzejników. Trochę mi z tym zeszło,
gdyż klienci zamiast wyrzucać gumy do śmietnika to przyklejają gdzie popadnie. Po
dwudziestominutowym trudzie mogłam wziąć się za wycieranie elementów
oświetlenia. Kolejnym etapem, który kocham, to mycie luster. Jest ich tak duża
powierzchnia, że na samą myśl o ich wycieraniu mam ochotę rzucić ściereczką i
krzyknąć: - Mam tego serdecznie dosyć! Odciśnięte odciski palców małe, duże. Doszukać
się można również odciśniętych kształtów ust oraz dostrzec można też kropki po
paście do zębów czy pudru. Totalny koszmar. Nie tracąc czasu wzięłam się za ich
polerowanie. Sprzątanie przebieralni skończone – hura! Teraz dezynfekcja
pryszniców i toalet. Na szczęście to najsprawniej mi idzie. Rozpoczęłam od mycia pryszniców i armatur. Wyczyściłam
toalety i bidety. Uzupełniłam również papier toaletowy i ręczniki papierowe.
Śmieci opróżniłam. I w tym momencie zadzwoniła moja mama Grażyna – Za ile będziesz Julka?! Mała płacze i nie
daję rady jej uspokoić. Pomyślałam – jeszcze tego mi brakowało… – postaram się
być jak najszybciej, ale będę nie wcześniej niż za godzinę. W biegu chwyciłam
za mop i zaczęłam szybko myć podłogi. Po
czterdziestu minutach miałam Oliwkę w ramionach i mogłam się nią spokojnie
zająć.