środa, 12 listopada 2014

Praca na basenie

Na zegarku wybija godzina szósta. Czas chwycić za detergenty, ściereczki i do pracy. Wchodzę do przebieralni, ledwo widząc na oczy. Ta noc była koszmarna. Oliwka budziła się co godzinę z okropnymi kolkami. Nie tracąc czasu rozpoczęłam wycieranie szafek z kurzu i brudu. Jedna, druga i tak kolejna. Następną rzeczą było wycieranie grzejników. Trochę mi z tym zeszło, gdyż klienci zamiast wyrzucać gumy do śmietnika to przyklejają gdzie popadnie. Po dwudziestominutowym trudzie mogłam wziąć się za wycieranie elementów oświetlenia. Kolejnym etapem, który kocham, to mycie luster. Jest ich tak duża powierzchnia, że na samą myśl o ich wycieraniu mam ochotę rzucić ściereczką i krzyknąć: - Mam tego serdecznie dosyć! Odciśnięte odciski palców małe, duże. Doszukać się można również odciśniętych kształtów ust oraz dostrzec można też kropki po paście do zębów czy pudru. Totalny koszmar. Nie tracąc czasu wzięłam się za ich polerowanie. Sprzątanie przebieralni skończone – hura! Teraz dezynfekcja pryszniców i toalet. Na szczęście to najsprawniej mi idzie. Rozpoczęłam od  mycia pryszniców i armatur. Wyczyściłam toalety i bidety. Uzupełniłam również papier toaletowy i ręczniki papierowe. Śmieci opróżniłam. I w tym momencie zadzwoniła moja mama Grażyna  – Za ile będziesz Julka?! Mała płacze i nie daję rady jej uspokoić. Pomyślałam – jeszcze tego mi brakowało… – postaram się być jak najszybciej, ale będę nie wcześniej niż za godzinę. W biegu chwyciłam za mop  i zaczęłam szybko myć podłogi. Po czterdziestu minutach miałam Oliwkę w ramionach i mogłam się nią spokojnie zająć.