Wychodząc z mieszkania
spotkałam panią sprzątaczkę, która właśnie zamiatała naszą klatkę schodową. Po
powitaniu, zatrzymała mnie na półpiętrze i zaczęła pogaduszkę, ponarzekała
chwilę na brak zdrowia, ciężką pracę i marne pieniądze. Zapytałam ją, co ma
jeszcze do zrobienia na naszym bloku? W odpowiedzi usłyszałam potok słów, mam
jeszcze mycie schodów i listew przypodłogowych. Wytarcie parapetów i poręczy,
są bardzo zabrudzone drzwi wejściowe do klatki schodowej, dzieciaki wymazały
je, więc czeka mnie ich umycie od wewnątrz, a brudne są i na zewnątrz. mówiła
to wszystko na jednym tchu. Nabrawszy powietrza w płuca ciągnęła dalej, jutro
lub pojutrze musze się zabrać za mycie okien. A jak pani wie na waszym bloku
jest ich sporo. Zacznę od pierwszej klatki i tak po kolei. Patrz pani, czeka
mnie czyszczenie zewnętrzne lamp i elementów oświetlenia. I opróżnianie koszy,
czeka na mnie grabienie liści z trawnika, których zawsze o tej porze roku nie
brakuje. Cóż, wyraziłam tej miłej pani dozorczyni, którą potocznie wszyscy
nazywają sprzątaczką - słowa otuchy, życząc jej dużo zdrowia i żeby uważała na
przeciągi, bo o przeziębienie nie trudno.