piątek, 7 listopada 2014

Poczciwa dozorczyni

Wychodząc z mieszkania spotkałam panią sprzątaczkę, która właśnie zamiatała naszą klatkę schodową. Po powitaniu, zatrzymała mnie na półpiętrze i zaczęła pogaduszkę, ponarzekała chwilę na brak zdrowia, ciężką pracę i marne pieniądze. Zapytałam ją, co ma jeszcze do zrobienia na naszym bloku? W odpowiedzi usłyszałam potok słów, mam jeszcze mycie schodów i listew przypodłogowych. Wytarcie parapetów i poręczy, są bardzo zabrudzone drzwi wejściowe do klatki schodowej, dzieciaki wymazały je, więc czeka mnie ich umycie od wewnątrz, a brudne są i na zewnątrz. mówiła to wszystko na jednym tchu. Nabrawszy powietrza w płuca ciągnęła dalej, jutro lub pojutrze musze się zabrać za mycie okien. A jak pani wie na waszym bloku jest ich sporo. Zacznę od pierwszej klatki i tak po kolei. Patrz pani, czeka mnie czyszczenie zewnętrzne lamp i elementów oświetlenia. I opróżnianie koszy, czeka na mnie grabienie liści z trawnika, których zawsze o tej porze roku nie brakuje. Cóż, wyraziłam tej miłej pani dozorczyni, którą potocznie wszyscy nazywają sprzątaczką - słowa otuchy, życząc jej dużo zdrowia i żeby uważała na przeciągi, bo o przeziębienie nie trudno.