Dzisiejszego dnia rano po porannej toalecie poszłam do
kuchni z myślą o zrobieniu porannej kawy z mlekiem. Po wejściu rozejrzałam się
i natychmiast przypomniałam o potrzebie wyniesienia pustych słoików do piwnicy.
Nagromadziło się ich trochę ostatnimi czasy. Pomyślałam, że to dobry pretekst
do ogarnięcia tam przy okazji. Wzięłam miotłę i szufelkę, wiadro z wodą,
ściereczki oraz detergent. Mąż zaproponował, że mi pomoże w sprzątaniu.
Zeszliśmy na dół i wzięliśmy się do pracy. Na początek trzeba było wymieść
pajęczyny i posprzątać na półkach. Wytarliśmy z kurzu słoiki i butelki z
przetworami. Wyrzuciliśmy niepotrzebne graty. Zrobiłam przegląd w butach,
przyniesionych kiedyś, wiosną na przechowanie. Stwierdziłam, że większość z nich
już się nie przyda. Poprosiłam męża by je wyniósł na śmietnik, sama zabrałam
się za wycieranie półek uprzednio starannie zamiecionych przez męża. We dwójkę
szybko uporaliśmy się z półkami i mimo zmęczenia kontynuowaliśmy sprzątanie.
Zajrzałam do worka z ziemniakami i jak się okazało trzeba było je przebrać. Z
powodu zbyt wysokiej temperatury jaka panuje w naszej piwnicy niektóre zgniły.
Postanowiliśmy nie robić w przyszłości takich dużych zapasów. Po przebraniu
ziemniaków zostało nam zamiecenie podłogi ale by to zrobić porządnie trzeba
było wynieść kilka kartonów i wyciągnąć rowery na korytarz. Do kartonów już nie
zaglądałam bo by się okazało, że tam też trzeba zrobić przegląd a na to nie
miałam dzisiaj już siły ani czasu. Odkurzenie podłogi zajęło nam chwilkę, drugą
chwilkę poustawianie kartonów i wciągnięcie rowerów na miejsce i już mogliśmy
cieszyć się wysprzątaną piwnicą. Uporządkowane i czyściutkie słoiki poustawiane
na półkach aż lśniły kusząc nas swoją zawartością. Zachęceni wzięliśmy kilka ze
sobą.