Witam
serdecznie. Dzisiaj to dzień prawdziwego pecha. Na dzisiejsze popołudnie
mieliśmy zaplanowane, USG córki oraz wizytę u znajomych. Zaczęło się pechowo,
nadszedł czas wyjścia do lekarza, dzwonię na radio taxi. Okazało się, że
zabrakło dla nas samochodu, czekaliśmy dwadzieścia minut. Już w przychodni było
spokojnie, jedna osoba przed nami. USG wyszło dobrze. Gabinet okazał się
wysprzątany, poczekalnia zamieciona, worki na śmieci wymienione. Badanie
wymagało opróżnienia pęcherza, więc ruszyliśmy do łazienki. Było czyściutko,
lustra i powierzchnie szklane umyte, armatura wypolerowana a umywalka i toaleta
umyta i zdezynfekowana. Opuściliśmy przychodnię z uczuciem ulgi, radości, że nasza
córka jest zdrowa. Do Znajomych wybraliśmy się spacerkiem po Starówce. Było
miło i ciepło. Wystawy sklepowe przykuwały naszą uwagę. Wszystkie szyby umyte,
schody zamiecione i te towary w oknach. Synek piłkarz nie mógł oderwać się od
witryn sklepów sportowych, żona i córka podziwiały wystawy Jubilerów.
Wizyta okazała
się bardzo przyjemna i udana. Zostaliśmy przywitani pysznym ciastem i kawą, dla
dzieci znalazł się super Żurek. Spotkanie zeszło na miłych rozmowach oraz
wymianie doświadczeń służbowych, jak to wśród kolegów z pracy. Nasi gospodarze
ugościli nas w pięknie wysprzątanym mieszkaniu. Podłogi były umyte, kurz z
mebli i szafek wytarty, dywan odkurzony a jedzeni podane na pięknej umytej
porcelanie. Gdy wyszliśmy po naszej wizycie zostały do umycia naczynia i szklanki,
ale tym zajmie się zmywarka.
I na tym
przyjemności się skończyły, dalej tylko nerwy, łzy i wizyta w Szpitalu. Spadł
na nas pech a dosłownie nasza córka spadła ze schodów. Były to piękne, kręcone,
drewniane schody. Przy okazji muszę dodać, że były umyte schody i poręcze. A
nasze dzieci zapragnęły się ścigać, kto pierwszy na dole. I trach córcia wpadła
w poślizg i była na parterze szybciej niż by tego chciała. Na pierwszy rzut oka
było strasznie, czterolatka płacze, że nie może ruszyć ręką i bardzo ją boli.
Syn ośmioletni płacze, że nie udało mu się jej złapać. No i zamiast do domu
spać to ruszyliśmy do Szpitala na Izbę Przyjęć. Na nasze szczęście lekarz
ortopeda właśnie zszedł z oddziału i czekaliśmy dwadzieścia minut. Pacjentka przed
nami czekała dwie i pół godziny. Potem prześwietlenie RTG i znowu do kolejki. Aby
nie pisać w głowie czarnych scenariuszy, moją uwagę skupiłem na czystości w
placówce zdrowia. Muszę przyznać, że okna rejestracji były umyte, kurze z pstrzeni
pod meblami były wytarte, podłogi umyte, w łazience mydło było uzupełnione a
papier toaletowy wystawiony, lustra i powierzchnie szklane też czyste, worki na
śmieci wymienione. Cała wizyta trwała ponad godzinę i zakończyła się dobrymi
wiadomościami. Ręka cała, tylko trochę poobijana. Wróciliśmy do domu bardzo
wykończeni psychicznie i fizycznie. Teraz wypoczywamy i mamy nadzieję, że ta
noc upłynie w spokoju.