wtorek, 25 listopada 2014

Jak pech to pech.

Witam serdecznie. Dzisiaj to dzień prawdziwego pecha. Na dzisiejsze popołudnie mieliśmy zaplanowane, USG córki oraz wizytę u znajomych. Zaczęło się pechowo, nadszedł czas wyjścia do lekarza, dzwonię na radio taxi. Okazało się, że zabrakło dla nas samochodu, czekaliśmy dwadzieścia minut. Już w przychodni było spokojnie, jedna osoba przed nami. USG wyszło dobrze. Gabinet okazał się wysprzątany, poczekalnia zamieciona, worki na śmieci wymienione. Badanie wymagało opróżnienia pęcherza, więc ruszyliśmy do łazienki. Było czyściutko, lustra i powierzchnie szklane umyte, armatura wypolerowana a umywalka i toaleta umyta i zdezynfekowana. Opuściliśmy przychodnię z uczuciem ulgi, radości, że nasza córka jest zdrowa. Do Znajomych wybraliśmy się spacerkiem po Starówce. Było miło i ciepło. Wystawy sklepowe przykuwały naszą uwagę. Wszystkie szyby umyte, schody zamiecione i te towary w oknach. Synek piłkarz nie mógł oderwać się od witryn sklepów sportowych, żona i córka podziwiały wystawy Jubilerów.
Wizyta okazała się bardzo przyjemna i udana. Zostaliśmy przywitani pysznym ciastem i kawą, dla dzieci znalazł się super Żurek. Spotkanie zeszło na miłych rozmowach oraz wymianie doświadczeń służbowych, jak to wśród kolegów z pracy. Nasi gospodarze ugościli nas w pięknie wysprzątanym mieszkaniu. Podłogi były umyte, kurz z mebli i szafek wytarty, dywan odkurzony a jedzeni podane na pięknej umytej porcelanie. Gdy wyszliśmy po naszej wizycie zostały do umycia naczynia i szklanki, ale tym zajmie się zmywarka.
I na tym przyjemności się skończyły, dalej tylko nerwy, łzy i wizyta w Szpitalu. Spadł na nas pech a dosłownie nasza córka spadła ze schodów. Były to piękne, kręcone, drewniane schody. Przy okazji muszę dodać, że były umyte schody i poręcze. A nasze dzieci zapragnęły się ścigać, kto pierwszy na dole. I trach córcia wpadła w poślizg i była na parterze szybciej niż by tego chciała. Na pierwszy rzut oka było strasznie, czterolatka płacze, że nie może ruszyć ręką i bardzo ją boli. Syn ośmioletni płacze, że nie udało mu się jej złapać. No i zamiast do domu spać to ruszyliśmy do Szpitala na Izbę Przyjęć. Na nasze szczęście lekarz ortopeda właśnie zszedł z oddziału i czekaliśmy dwadzieścia minut. Pacjentka przed nami czekała dwie i pół godziny. Potem prześwietlenie RTG i znowu do kolejki. Aby nie pisać w głowie czarnych scenariuszy, moją uwagę skupiłem na czystości w placówce zdrowia. Muszę przyznać, że okna rejestracji były umyte, kurze z pstrzeni pod meblami były wytarte, podłogi umyte, w łazience mydło było uzupełnione a papier toaletowy wystawiony, lustra i powierzchnie szklane też czyste, worki na śmieci wymienione. Cała wizyta trwała ponad godzinę i zakończyła się dobrymi wiadomościami. Ręka cała, tylko trochę poobijana. Wróciliśmy do domu bardzo wykończeni psychicznie i fizycznie. Teraz wypoczywamy i mamy nadzieję, że ta noc upłynie w spokoju.