Dość wcześnie zaczęliśmy
przygotowania do tegorocznych świąt zmarłych. Tak się składa, że mimo upływu
czasu wciąż mocno jesteśmy związani z naszymi zmarłymi i czcimy ich święta na
okrągło, przez cały rok. Zamawiamy w ich intencjach msze św. , modlimy się,
utrzymujemy w należytym ładzie grobowce, zapalamy znicze przy każdych
odwiedzinach ich domów. Pomimo, że na pierwszy rzut oka wszystko było gotowe, trochę
boczyłem się na żonę, gdy naszykowała pojemnik z ciepłą wodę zawierającą
odpowiednie środki myjące i z zestawem niezbędnego sprzętu i kazała się zawieźć
szybko na cmentarz, ponieważ po powrocie miała jeszcze w planach posprzątać dom.
Na nic się zdały moje ostrzeżenia o grożącym przeziębieniu, o zbędności takich
zabiegów, ale stało się tak, jak każda gospodyni przed świętami czynić musi. Ja zająłem się sprzątaniem liści i robiąc
swoje przyglądałem się przy okazji innym ludziom jak pracują przy „swoich”
grobach odkurzając je i myjąc, przekonując się, że było to naprawdę generalne
sprzątanie, bo nie spotkałem ani jednego grobu, który nie byłby uprzątnięty. Po
skończonej pracy na cmentarzu i powrocie do domu żona zabrała się za porządki w
domu aby zdążyć przed świętem. W pierwszej kolejności poszło wytarcie kurzy z
mebli, półek, parapetów i grzejników. Wszystkie te zabiegi były formalnością
dla tego że kilkanaście dni wcześniej dom przeszedł generalne porządki, a teraz
zostało tylko odkurzenie i umycie podłóg oraz schodów. Od strony rzeczowej
przygotowania do świętowania „Wszystkich Świętych” należy uznać za wzorowe.
Nawet tzw. natura spisała się na medal, gdyż przymrozki przestały trapić
tutejszych ludzi, a na czas procesji tak w dniu 1 listopada jak i w Dniu
Zadusznym wyszło piękne i cieplutkie słoneczko – jak w lecie. Efekt zabiegów
mojej żony przerósł moje oczekiwania, bo nie pamiętam aby kiedyś granit tak
błyszczał i niczym lustro odbijał inne widoki.