wtorek, 25 listopada 2014

W przychodni



Wczorajszego popołudnia wybrałam się na wizytę kontrolną do mojego lekarza. Gdy już byłam na miejscu okazało się, że są jakieś opóźnienia i kolejka oczekujących na wizytę jest dość długa. Musiałam się uzbroić w cierpliwość. Na szczęście wzięłam ze sobą krzyżówki,  które często zabieram w takie miejsca, gdzie trzeba czekać. Zajęłam się więc krzyżówką i początkowo czas jakoś mijał. Niestety po jakichś czterdziestu minutach znużyło mnie to zajęcie i poczułam zniecierpliwienie. Bezwiednie zaczęłam przyglądać się ludziom kręcącym się po korytarzu. Moją uwagę zwróciła pani sprzątaczka uwijająca się przy swojej robocie. Właśnie wycierała ściereczką parapet a gdy to skończyła, zajęła się myciem drzwi. Gdy i to zrobiła, zwinnie zaczęła wycierała mopem podłogę. Ludzie siedzący na krzesłach kolejno unosili nogi do góry a sprzątaczka robiła slalom między nóżkami od krzeseł. Po kilku ruchach wracała do wózka z wiadrami na wodę i płukała zabrudzony mop. Tę czynność powtarzała aż do umycia całej powierzchni podłogi, po czym znikła za drzwiami toalety zabierając ze sobą wózek. Nie wychodziła stamtąd jakiś czas. Pewnie jej  kolejnym zadaniem, jak się domyślałam było posprzątanie toalety. Już zaczynałam się nudzić, gdy dobiegły mnie jakieś podniesione głosy. Ktoś jak zwykle próbował wejść do gabinetu poza kolejnością, ale ludzie skutecznie go powstrzymali. W tym momencie drzwi od gabinetu lekarskiego się otworzyły i ku mojemu zadowoleniu usłyszałam stamtąd moje imię i nazwisko. Szybko zabrałam moje rzeczy z sąsiedniego krzesła i pobiegłam w stronę otwartych drzwi. Pomyślałam – dobrze, że to już moja kolej bo w domu na mnie też czeka małe sprzątanie.