- Weźmiesz się w końcu za porządki w mieszkaniu czy
dalej będziesz siedziała i się obijała?! – Tak, tak pewnie większość to
słyszała lub nadal słyszy z ust swojej mamy. Nieważne czy to sobota,
poniedziałek czy środa - samo się nic nie posprząta natomiast brudzi się z
przyjemnością. Jako córka, a zarazem
druga kobieta w domu, mam wobec tego jakieś zobowiązania. Utrzymywanie
porządku. Aby zaoszczędzić sobie dalszej, zbędnej dyskusji nie odpowiadam nic
na to, tylko z milczeniem zabieram się do tego co mi zostało przyznane. Jako
najzwyklejszy rytuał zaczynam od sprzątania łazienki. Szorowanie wanny,
umywalki i toalety – akurat to lubię robić, sama nie wiem czemu. Mycie luster
również jest czymś miłym. Przynajmniej później nie mam trudności ze zrobieniem
makijażu, oglądając się w czystym lustrze. Kolejna kuchnia. No cóż, tu już się
robią schodki. Jakoś nie przepadam za szorowaniem kuchenki z przypalonych
posiłków czy też czyszczeniem umywalki i wyciąganiem z niej pozostałości z
talerzy. Moja zasada – zajmie Ci to 5 min a przez kolejne dwa dni będziesz
miała z głowy marudzenie – jakie to motywujące! Po wysprzątaniu również blatów
kuchennych pora na wytarcie kurzów z szafek i różnych pozastawianych na nich
pamiątek, zdjęć i innych drobiazgów. W głowie tylko myśl – jeszcze tylko
odkurzyć, umyć podłogę i voilà! Nie
tracąc czasu zabieram się za to. Nie mija godzina a ja z powrotem siedzę w
fotelu przy komputerze, mogąc kontynuować swoją pracę.