Na dworze plucha, pada i pada, wprawdzie
to nic dziwnego o tej porze roku, jak i wcale przyjemnego, kiedy wyższa
konieczność wyciąga mnie na przechadzkę z naszym czworonożnym przyjacielem. Jak
potrzeba? to niema dyskusji. Nieprzemakalna kurtka do tego wodoodporne buty, i
wyjście nie jest takie okropne. Nieprzyjemnie, prezentuje się dopiero sam
powrót do domu, ociekający wodą futrzak, który zostawia nieczyste ślady
zabłoconych łap nie tylko na posadzce, ale i drzwiach wejściowych. Mój Juluś z
wielkim upodobaniem, wytrzepuje swoje futro, spryskując przy tym lustra. Nie
trapiąc się zupełnie, iż swojej pani funduje dodatkową pracę. Po takim powrocie,
a także myciu zazwyczaj Julek ląduje w swoim fotelu a ja zabieram się jak
najbardziej za sprzątanie. Zaczynam od mycia drzwi wewnętrznych, następnie
mopem zbieram naniesione przez nas ślady, by nie roznosiły się po całym
mieszkaniu. To teraz przyszła kolej na mycie wszystkich luster, które przetrę
wilgotną ściereczką następnie wypoleruję przy użyciu preparatu pronto, aby ich
powierzchnia lśniła jak kryształ. Odkurzanie podłóg i dywanów, tę czynność
mogłabym wykonywać nieustanie, gdyż Julek po takim namoczeniu, gubi mnóstwo
sierści, szczególnie w okresie poprzedzającym zimę. I efekty wprawdzie są nie
widoczne, aczkolwiek ogranicza ich ilość. Mycie podług również w jakimś stopniu
pomaga mi pozbyć się wszechobecnych włosów Julusiowych. Kolejnym krokiem jest
mycie mebli jak i szafek z zewnątrz, posiadaczom psin nie muszę tego tłumaczyć,
iż wycieranie kurzy a może raczej kłaków ze wszystkich powierzchni to nasza
typowość. Ach dorzucę jeszcze pranie pościeli itp. Zajęcia to naprawdę drobiazg,
kiedy ma się najwierniejszego ze wszystkich stworzeń przyjaciela, z
uśmiechniętym pyskiem.