piątek, 21 listopada 2014

Sprzątanie po naszym przyjacielu

Na dworze plucha, pada i pada, wprawdzie to nic dziwnego o tej porze roku, jak i wcale przyjemnego, kiedy wyższa konieczność wyciąga mnie na przechadzkę z naszym czworonożnym przyjacielem. Jak potrzeba? to niema dyskusji. Nieprzemakalna kurtka do tego wodoodporne buty, i wyjście nie jest takie okropne. Nieprzyjemnie, prezentuje się dopiero sam powrót do domu, ociekający wodą futrzak, który zostawia nieczyste ślady zabłoconych łap nie tylko na posadzce, ale i drzwiach wejściowych. Mój Juluś z wielkim upodobaniem, wytrzepuje swoje futro, spryskując przy tym lustra. Nie trapiąc się zupełnie, iż swojej pani funduje dodatkową pracę. Po takim powrocie, a także myciu zazwyczaj Julek ląduje w swoim fotelu a ja zabieram się jak najbardziej za sprzątanie. Zaczynam od mycia drzwi wewnętrznych, następnie mopem zbieram naniesione przez nas ślady, by nie roznosiły się po całym mieszkaniu. To teraz przyszła kolej na mycie wszystkich luster, które przetrę wilgotną ściereczką następnie wypoleruję przy użyciu preparatu pronto, aby ich powierzchnia lśniła jak kryształ. Odkurzanie podłóg i dywanów, tę czynność mogłabym wykonywać nieustanie, gdyż Julek po takim namoczeniu, gubi mnóstwo sierści, szczególnie w okresie poprzedzającym zimę. I efekty wprawdzie są nie widoczne, aczkolwiek ogranicza ich ilość. Mycie podług również w jakimś stopniu pomaga mi pozbyć się wszechobecnych włosów Julusiowych. Kolejnym krokiem jest mycie mebli jak i szafek z zewnątrz, posiadaczom psin nie muszę tego tłumaczyć, iż wycieranie kurzy a może raczej kłaków ze wszystkich powierzchni to nasza typowość. Ach dorzucę jeszcze pranie pościeli itp. Zajęcia to naprawdę drobiazg, kiedy ma się najwierniejszego ze wszystkich stworzeń przyjaciela, z uśmiechniętym pyskiem.