poniedziałek, 1 grudnia 2014

Posprzątany korytarz



Rano, kiedy jedliśmy z mężem śniadanie, niespodziewanie przyszła do nas sąsiadka. Przekornie nazywamy ją kierowniczką piętra. Na to miano zasłużyła tym, gdyż to ona wydaje dyspozycje kto i kiedy ma posprzątać korytarz. Gdyby nie ona z pewnością nie byłoby tak czysto na naszym piętrze. Tym razem również przyszła w tej sprawie a właściwie po to by nam uzmysłowić, że zapomnieliśmy o sobotnim posprzątaniu wspólnego korytarza. Przeprosiliśmy za nasze uchybienie i obiecaliśmy zrobić to od razu. Oczywiście, przed sprzątaniem usiedliśmy z mężem do porannej kawy, przy której ustaliliśmy nasz rozkład dnia. Mąż miał mnóstwo pilnych spraw zaplanowanych na dzisiaj, więc sprzątanie wzięłam na siebie. Po porannej kawie wyszłam na korytarz by ocenić co jest do zrobienia. Pomyślałam o zbliżających się świętach i postanowiłam wysprzątać gruntownie bo przed samymi świętami zapewne nikt nie będzie miał na to czasu. W pierwszej kolejności umyłam i wypolerowałam okno. Starannie umyłam parapet. Następnie przeszłam do mycia lamperii namalowanych olejną farbą. Na naszym piętrze mieszkają dwie rodziny z dziećmi i to najprawdopodobniej pociechy jednej z nich pomazały ściany. Zmywanie ścian kosztowało mnie dużo wysiłku i czasu ale dałam radę. W końcu mogłam zająć się czymś lżejszym. Wzięłam szczotkę i wymiotłam korytarz i schody do piętra niżej. Robiąc to wytrzepałam wycieraczki pod wszystkimi drzwiami a kiedy to było już zrobione poszłam do mieszkania po wiadro z wodą i detergentem. Zmywanie podłogi i schodów poszło gładko bo to jedno z moich ulubieńszych czynności podczas sprzątania. Zmywając podłogę wytarłam listwy przypodłogowe i wreszcie mogłam odetchnąć, bo w kwestii korytarza było wszystko zrobione przynajmniej na dzisiaj. Mogłam spokojnie zająć się innymi sprawami.