Rano, kiedy jedliśmy z mężem
śniadanie, niespodziewanie przyszła do nas sąsiadka. Przekornie nazywamy ją
kierowniczką piętra. Na to miano zasłużyła tym,
gdyż to ona wydaje dyspozycje kto
i kiedy ma posprzątać korytarz. Gdyby nie ona z pewnością nie byłoby tak czysto
na naszym piętrze. Tym razem również przyszła w tej sprawie a właściwie po to
by nam uzmysłowić, że zapomnieliśmy o sobotnim posprzątaniu wspólnego
korytarza. Przeprosiliśmy za nasze uchybienie i obiecaliśmy zrobić to od razu.
Oczywiście, przed sprzątaniem usiedliśmy z mężem do porannej kawy, przy której
ustaliliśmy nasz rozkład dnia. Mąż miał mnóstwo pilnych spraw zaplanowanych na
dzisiaj, więc sprzątanie wzięłam na siebie. Po porannej kawie wyszłam na
korytarz by ocenić co jest do zrobienia. Pomyślałam o zbliżających się świętach
i postanowiłam wysprzątać gruntownie bo przed samymi świętami zapewne nikt nie
będzie miał na to czasu. W pierwszej kolejności umyłam i wypolerowałam okno.
Starannie umyłam parapet. Następnie przeszłam do mycia lamperii namalowanych
olejną farbą. Na naszym piętrze mieszkają dwie rodziny z dziećmi i to
najprawdopodobniej pociechy jednej z nich pomazały ściany. Zmywanie ścian
kosztowało mnie dużo wysiłku i czasu ale dałam radę. W końcu mogłam zająć się
czymś lżejszym. Wzięłam szczotkę i wymiotłam korytarz i schody do piętra niżej.
Robiąc to wytrzepałam wycieraczki pod wszystkimi drzwiami a kiedy to było już
zrobione poszłam do mieszkania po wiadro z wodą i detergentem. Zmywanie podłogi
i schodów poszło gładko bo to jedno z moich ulubieńszych czynności podczas
sprzątania. Zmywając podłogę wytarłam listwy przypodłogowe i wreszcie mogłam
odetchnąć, bo w kwestii korytarza było wszystko zrobione przynajmniej na
dzisiaj. Mogłam spokojnie zająć się innymi sprawami.