poniedziałek, 1 grudnia 2014

Pecha ciąg dalszy.


Gorąco witam w mroźny dzień. Ostatnio pisałem o pechu, jaki spotkał moją Rodzinę. Muszę z przykrością zawiadomić, że nie opuścił nas aż do soboty. Zacznę od początku. Tradycyjnie sobota to dzień sprzątania i odwiedzin rodziny. Mój syn w tym dniu ma „przechlapane” nie dość, że zmuszamy go do wycierania kurzu z półek, biurka i z szafek to jeszcze przychodzą kuzynki. I nie dociera do niego, że dziewczyny są fajne albo, że to też ludzie. Trudno dotrzeć do ośmiolatka, który uważa tylko kumpli, komputer i piłkę nożną. Żartujemy z żoną, że jeszcze trochę a będzie wyczekiwał, kiedy siostra przyprowadzi koleżanki. Córeczka nasza bardzo się cieszy z odwiedzin i od rana układa lalki, wyciera kurz z pudełek i książek, muszę napomknąć, że od gwiazdora zażyczyła sobie zestaw do sprzątania. Zabawkową miotłę, mop z wiaderkiem, zmiotkę i szufelkę. I uznała, że teraz razem będziemy pracować.  
Sprzątanie to obowiązek, który przypadł mi w udziale. Tylko jestem takim gościem, który nie lubi jak mu się kręci ktoś pod nogami. Więc żona w pracy a dzieci oddelegowałem w gości. Zawczasu wymieniłem worki na śmieci i zrobiłem listę zakupów. Odprowadzając syna zahaczyłem o kontener i wyrzuciłem worki ze śmieciami a że w naszym domu segregujemy odpadki to i torby z makulaturą i plastikiem. W osiedlowym sklepie kupiłem zapas papieru toaletowego i mydło w płynie, aby uzupełnić dozownik.
Zacząłem od wytarcia kurzu z poręczy schodów i od zamiecenia i umycia schodów, aby nie wnosić do domu bałaganu. Następnie wytarłem kurz i umyłem drzwi i rurkę od gazu, która służy nam za wieszak do parasoli. Potem wziąłem się za kuchnię, a w niej umyłem zmywarkę z zewnątrz, umyłem z zewnątrz lodówkę i piec. Przyszedł czas na umycie blatów i wytarcie frontów szafek. Wypolerowałem armaturę i umyłem wierzchy szafek. Umyłem lampę i mogłem pozamiatać i umyć podłogę. Kuchnia skończona biorę się za łazienkę, umyłem i zdezynfekowałem wannę i umywalkę, wytarłem kurz z lustra i oświetlenia, umyłem toaletę i uzupełniłem zapas mydła i papieru toaletowego. I stało się.
Zamiast sprzątać pokoje, okazało się, że mój synek w zabawie u kolegi uderzył stopą w nogę od łóżka. Za kilka minut tata kolegi wniósł go na czwarte piętro do domu. Palec wyglądał normalnie, ale gdy postawił stopę na podłogę, to odstawał od pozostałych pod dziwnym kontem. Więc co zrobić we wtorek z córką byliśmy na Izbie Przyjęć a w sobotę z synem. Po dwóch godzinach oczekiwania ortopeda postawił diagnozę: ZŁAMANIE IV PALCA LEWEJ STOPY. I przez cztery tygodnie zakaz gry w piłkę, zakaz ćwiczeń na lekcjach Wf-u i zakaz basenu.
Mam tylko nadzieję, że los się do nas uśmiechnie i pech pójdzie sobie w las.