poniedziałek, 1 grudnia 2014

Ostatnia część pamiętnika.

Nadszedł kolejny dzień samotności a ja doszedłem do wniosku, że odkurzać podłogi, dywany i wykładziny trzeba najwyżej raz w tygodniu. Pies dostał suchą karmę która jest równie pożywna, a miska nie jest tak brudna. Przestałem odkurzać i wycierać podłogę w kuchni. Ta czynność irytowała mnie tak samo jak słanie łóżka. Zamiast marnować czas, na mycie i odkurzanie, lepiej trochę dłużej poleżeć. Pies nakruszył na podłogę. Powiedziałem, że nie jestem jego służącym. Dziwne, nagle zdałem sobie sprawę, że moja żona też tak czasem do mnie mówi. Powinienem dziś się ogolić, ale jakoś nie mam ochoty. Nerwy mam napięte. Na śniadanie zjem tylko to, co nie wymaga, krojenia, smarowania, gotowania ani mieszania. Wszystkie te czynności doprowadzają mnie do rozpaczy. Plan na dziś: obiad zjem na mieście po pracy co z powoduję, że nie będzie do mycia żadnych talerzy, sztućców, a do prania obrusów i innych. Po południu zadzwoniła żona i spytała, czy umyłem okna i zrobiłem pranie. Wybuchnąłem histerycznym śmiechem. Powiedziałem jej, że nie mam czasu na takie rzeczy. Naprawdę powinienem się umyć, ogolić, uczesać, zrobić psu jeść, wyjść z nim na spacer, pozmywać, posprzątać, pójść po zakupy, ale po prostu nie mogę wykrzesać z siebie dość sił. Pies zupełnie przestał merdać ogonem. Już nie mogę się doczekać powrotu mojej ukochanej kobiety i, że skończyły się te dwa tygodnie. Przyznając jej racje jak ciężka i wyczerpująca jest praca, Pani domu. Obiecałem sobie że od teraz zacznę więcej jej pomagać. Ucieszyłem się, że już wraca i przygotowałem coś dobrego do jedzenia a na stole postawiłem świeże kwiaty.