Nadszedł kolejny dzień samotności a ja
doszedłem do wniosku, że odkurzać podłogi, dywany i wykładziny trzeba najwyżej
raz w tygodniu. Pies dostał suchą karmę która jest równie pożywna, a miska nie
jest tak brudna. Przestałem odkurzać i wycierać podłogę w kuchni. Ta czynność
irytowała mnie tak samo jak słanie łóżka. Zamiast marnować czas, na mycie i
odkurzanie, lepiej trochę dłużej poleżeć. Pies nakruszył na podłogę.
Powiedziałem, że nie jestem jego służącym. Dziwne, nagle zdałem sobie sprawę,
że moja żona też tak czasem do mnie mówi. Powinienem dziś się ogolić, ale jakoś
nie mam ochoty. Nerwy mam napięte. Na śniadanie zjem tylko to, co nie wymaga,
krojenia, smarowania, gotowania ani mieszania. Wszystkie te czynności doprowadzają
mnie do rozpaczy. Plan na dziś: obiad zjem na mieście po pracy co z powoduję,
że nie będzie do mycia żadnych talerzy, sztućców, a do prania obrusów i innych.
Po południu zadzwoniła żona i spytała, czy umyłem okna i zrobiłem pranie.
Wybuchnąłem histerycznym śmiechem. Powiedziałem jej, że nie mam czasu na takie
rzeczy. Naprawdę powinienem się umyć, ogolić, uczesać, zrobić psu jeść, wyjść z
nim na spacer, pozmywać, posprzątać, pójść po zakupy, ale po prostu nie mogę
wykrzesać z siebie dość sił. Pies zupełnie przestał merdać ogonem. Już nie mogę
się doczekać powrotu mojej ukochanej kobiety i, że skończyły się te dwa
tygodnie. Przyznając jej racje jak ciężka i wyczerpująca jest praca, Pani domu.
Obiecałem sobie że od teraz zacznę więcej jej pomagać. Ucieszyłem się, że już
wraca i przygotowałem coś dobrego do jedzenia a na stole postawiłem świeże
kwiaty.