środa, 3 grudnia 2014

Gdy dopada mnie przygnębienie

Bywają takie dni, w których sami nie potrafimy określić, co tak naprawdę nam doskwiera, jako że nie jest to choroba ciała. Lecz bardzo męczący stan naszej psychiki, to też usiłujemy znaleźć jakieś efektywne i skuteczne dla siebie rozwiązanie. Osobiście dysponuję sprawdzonym i niezawodnym w moim przypadku antidotum. Jest to najzwyczajniejsze duże sprzątanie. Mimo że systematycznie wykonuję prace porządkowe, to zawsze znajdzie się jeszcze coś do zrobienia. Na przykład wytarcie kurzy z półek, na których mam sporo książek i wszelakich bibelotów. To nie koniec wycierania kurzy, bowiem w kolejce czekają jeszcze obrazy, lampy i żyrandole. Wycieranie grzejników, wycieranie i mycie listew przypodłogowych. Mycie okien, mycie zewnętrzne mebli, odkurzanie i mycie podłóg, mycie wszystkich luster, odkurzanie kaloryferów, mycie drzwi zewnętrznych. Jak widać pod dostatkiem zajęć, aby zapomnieć o złym nastroju, niemniej jednak zmieniam lokum, by na nowo rozpocząć: mycie i polerowanie armatury łazienkowej, mycie i dezynfekcja toalety, bidetu, mycie umywalki, wanny, kabiny prysznicowej, uzupełnienie papieru toaletowego, i mydła w płynie, wymiana ręczników, opróżnienie kosza na śmieci, czyszczenie zewnętrzne lamp, elementów oświetlenia, mycie szafek, mebli zewnątrz, mycie pralki zewnątrz, odkurzanie i mycie podłóg. Po takim zaangażowaniu w sprzątanie, refleksje są oczywiste: zmęczona ale zadowolona. Ani najmniejszego śladu po przygnębieniu.