Ostatnio zadzwoniła do mnie córka
z informacją, że znalazła pracę. Ucieszyło mnie to ogromnie, gdyż wiedziałam,
że szukała jej od dłuższego czasu. Nie czekając, zapytałam: „A jaka to praca,
kochanie?” Odrzekła: „Guwernantką jestem.” W jej głosie słyszałam
rozpromienienie. Wiedziałam, że lubi przebywać z dziećmi i sprawiało jej to
ogromną radość. Zapytałam czy zna już swoje obowiązki, odpowiedziała, że tak bo
jest już po 3 dniu pracy. Przyjeżdża
codziennie, rano do państwa Krakiewiczów, zawozi sześcioletnią Julkę i
pięcioletniego Kacperka do przedszkola. Następnie wraca do ich domu i zajmuje
się przygotowywaniem posiłków. W międzyczasie wstawia brudne naczynia do
zmywarki, przeciera blaty i szafki. Porządkuje pokoje dzieci z porozrzucanych
zabawek, odkurza dywany i ściereczką wyciera półki z kurzu. Później dezynfekuje
armaturę łazienkową i toalety. Po tym wszystkim ma jakieś 2 godziny na
odpoczynek. Później jedzie po dzieci do przedszkola, przywozi do domu. Podaje
obiad, sprząta po posiłku i siada z dziećmi do lekcji. Pomaga odrabiać lekcje i
uczy języka hiszpańskiego. Słuchając jakie ma obowiązki i jaka odpowiedzialność
na niej spoczywa, szkoda zrobiło mi się mojej córki. Taka młoda dziewczyna
zamiast w miarę korzystać z młodości to pakuje się w obowiązki prawdziwej
matki. Nie pozostaje mi nic innego, jak cieszyć się tym, że sprawia jej to
przyjemność. Chociaż mam nadzieję, że z czasem zrozumie, że przyjdzie jeszcze
jej czas na opiekowanie się domem i dziećmi.