Nie każdy uświadamia sobie, ile jest do sprzątania w domu. Chodzi mi o
takie generalne - z myciem i odkurzaniem wszystkiego. Na samą myśl przechodzą
mi po plecach nieprzyjemne dreszcze. Jest tego tak dużo. Ale się otrząsnęłam… i
do dzieła. Dziś postanowiłam zająć się szafkami w kuchni. W pokojach
czyszczeniem półek zajęły się dzieci,
chociaż przekomarzania się, kto i ile zrobił, było co niemiara. Słuchając tego,
miałam wielką ochotę wygonić ich z domu i zająć się tym sama. Postanowiłam uodpornić
się na to - puściłam więc muzykę i zajęłam się kuchnią. Rozpoczęłam porządki od wytarcia powierzchni
w środku szafek. Powyjmowałam wszystkie rzeczy, a było tam tego sporo, powycierałam,
podkurzałam i ponownie poukładałam. Przy okazji okazało się, że jest tam dużo zgromadzonych
przez lata rzeczy niepotrzebnych. Kiedy wnętrze było już uporządkowane, umyłam
fronty szafek. Na szczęście w samą porę do domu wrócił mój mąż. Poprosiłam go o
umycie piekarnika i mikrofalówki, a ja zajęłam
się umyciem blatów. Praca szła pięknie, więc postanowiłam wykorzystać całą
rodzinkę i poszerzyłam plan działania. Dzieciaczki wzięły się za mycie luster i
powierzchni szklanych, ta za darmo nie było, musiałam obiecać im bonus. Mąż
zajął się czyszczeniem lamp i elementów oświetlenia - tam nie chciałam się
dotykać, wiadomo elektryka, i też domagał się gratyfikacji. Sprzątanie miało
się już ku końcowi. Postanowiłam, że na dziś to koniec, nie można przesadzać.
Moja kochana rodzinka zasłużyła na coś dobrego, postanowiłam przygotować im
pyszny deser. Chociaż popatrzyli spod oka na mnie, że dopiero posprzątane, a ja
na nowo chcę gary brudzić. Uśmiechnęłam się i przyrządziłam smakołyk rodziny.
Jak skończyli, razem usiedliśmy za stołem i zajadaliśmy się, wzdychając z ulgą,
że na dziś już koniec. Pozostało mi tylko wstawienie brudnych naczyń do zmywarki.