Na pewno są
tacy, którzy to lubią, jednak domyślam się że duża część ludzi nie wykazuje się szczególnym
zamiłowaniem do prowadzenia porządków. Jest to zagadnienie o tyle trudne, że
nie ma żadnej uniwersalnej odpowiedzi na to pytanie. Każdego z nas coś innego
motywuje do sprzątania. Ta czynność o tyle jest niewdzięczna, że nie daje
długotrwałych efektów i to bardzo zniechęca. W moich dzisiejszych rozważaniach
chciałam odwołać się do tego w jaki sposób ja radzę sobie z tym problemem.
Od
dzieciństwa bardzo demotywującą czynnością było dla mnie wycieranie kurzu z
półek, których mieliśmy w domu mnóstwo z jeszcze większą ilością bibelotów poustawianych gdzie się tylko dało.
Za porządek na tych półkach byłam odpowiedzialna właśnie ja. Półki były otwarte
na pokoje i już następnego dnia po ich przetarciu był widoczny kurz. To było
dla mnie prawdziwym utrapieniem – te wielogodzinne pucowanie ściereczką.
Kierowana tamtym doświadczeniem podczas meblowania mojego mieszkania, wybrałam
takie meble, które mają szklane witryny zamiast otwartych półek. Jestem też
miłośniczką ozdobnych kartonów, w których trzymam różne drobiazgi. Odtąd dużo mi
łatwiej zmobilizować się do sprzątania, łatwiej jest utrzymać porządek. Dzięki
temu oszczędzam czas i energię a efekt jest trwalszy.Drugą ważną dla mnie rzeczą jest podział prac na etapy oraz danie sobie swobodę na to że nie muszę dokończyć tego co zaczęłam w ciągu tego samego dnia. To również ułatwia mi rozpoczęcie prac a to już połowa sukcesu bo z reguły później dostaję takiej energii, że robię więcej niż zamierzałam początkowo. I to by było na tyle w tym temacie.